poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 1.



Siedzę u Jasona i przymierzam nowe ciuchy, które kupiłam w tajemnicy przed rodzicami. Mam nadzieję, że ty razem się nie dowiedzą i nie będę zmuszona ich wyrzucić. Rozmawiam jeszcze chwilę ze swoim chłopakiem i postanawiam pójść do domu, ponieważ robi się późno, a nie chcę słuchać kazań rodziców. Wychodząc z metra myślę tylko o tym jak ich podejść, żeby wyznali mi całą prawdę. Ostatnimi czasy tylko to zawraca mi głowię i nie mogę się na niczym innym skupić, nie zauważam nawet, że Jason nie jest już taki jak kiedyś, chociaż jedno mnie zastanawia, skąd bierze tyle pieniędzy? Nigdy wcześniej nie pozwalał sobie na rzeczy, które ma teraz. Postanawiam to przemilczeć, jak będzie przesadzać, zacznę dręczyć także jego. Może czasami bywam irytująca, ale kiedy człowiek czegoś chce, dąży do tego za wszelką cenę, tak też robiłam. 

Wracam do domu, w którym są już wszyscy, oczywiście jestem tą spóźnialską, za co mi się obrywa. 

- Gdzie się znowu włóczyłaś?! – Matka wyszła z kuchni z łyżką w ręce.
- Byłam u Jasona. – Odpowiadam i zdejmuję granatowe trampki, jedyna część mojej garderoby, która im nie przeszkadza.
- Coś ty zrobiła z włosami? Przecież mówiłam ci, że mają być związane! – Macha łyżką w moją stronę, z której zaczyna chlapać sos pomidorowy. Świetnie, spódnica do prania… Najchętniej od razu bym ją spaliła.
- Mamo, mam osiemnaście lat, nie możesz mnie traktować jak dziecka! – Zabieram torbę z podłogi i idę do swojego pokoju, bo jeszcze chwila a bym wybuchła. 

Rzucam się wściekła i bezsilna na łóżko. Zdejmuję ciuchy, których po prostu nienawidzę i przebieram się w jakiś dres, przynajmniej po domu mogę chodzić jak chcę.
Podchodzę do toaletki, biorę grzebień i zaczynam rozczesywać długie, brązowe włosy. Marzę o ich ścięciu, ale matce marzy się długowłosa, ułożona córeczka, więc gdybym to zrobiła, nie miałabym już żadnego życia towarzyskiego, a Jason odszedłby w niepamięć. Pewnie długo bym po nim nie rozpaczała, bo chyba to co do niego czułam po prostu się wypaliło. Jest fajnie, bo mam z kim siedzieć w deszczowe i wolne od szkoły dni, ale gdybym nie widziała się z nim przez kilka miesięcy, wątpię, żebym uroniła chociaż jedną łzę z tęsknoty, nawet nie wiem, czy kiedykolwiek naprawdę go kochałam. 

Związuję włosy w wysoki kucyk, żeby nie wywoływać kolejnej kłótni, kiedy zejdę do kuchni. Na dzisiaj mam dosyć. 

Siadam przy stole i czekam, aż mama poda obiad. Spaghetti, bardzo ambitne. 

- Co tam w szkole? – Kobieta próbuje zacząć jakąś rozmowę, ale ja nie mam na to ochoty, więc odpowiadam tak jak zawsze.
- Normalnie, nic ciekawego, przecież to szkoła, mamo. – Wkładam porcję makaronu do ust, by więcej nie musieć się udzielać w tej jakże bezcelowej rozmowie. Codziennie przy obiedzie jest taka sama. Interesuje ją tylko szkoła i moje stopnie, a to jak ja się czuję, ma daleko gdzieś. Czasami boli mnie to aż do szpiku kości, ale dzisiaj jest mi to obojętne, ponieważ padam z nóg i jedyne o czym marzę to moje wielkie łóżko, w którym będę mogła się zakamuflować aż do rana.
- Mam nadzieję, że niczego nie zawalisz, zostało ci jeszcze pół roku szkoły. – Uśmiecha się, jest to najprawdziwszy i najszczerszy uśmiech, więc odwzajemniam jej gest.
Kiedy moja młodsza siostra, Leah, odchodzi od stołu, zadaje mamie i tacie to samo pytanie co zawsze.
- Mamo, tato, mam tego dość, kiedy w końcu powiecie mi prawdę? Jestem adoptowana, tak, czy nie? – Krzyżuję ręce na piersi i wyczekuję ich reakcji. Znowu robią się bardzo nerwowi i zbywają mnie machnięciem ręki, oraz słowami, które słyszę za każdym razem.
- Oszalałaś? Jesteś naszą córką, nie adoptowaliśmy cię.
- Wiem, że nie mówicie mi całej prawdy. – Wstaję od stołu, odkładam talerz do zmywarki i idę do swojego pokoju. 

Co mam jeszcze zrobić, żeby zmusić ich do mówienia? Kiedy jestem już w pokoju, przeszukuję całą swoją torbę, znajduję kilka funtów i wkładam je do słoiczka z funduszami na różne koncerty (na które moi rodzice nigdy w życiu nie pozwolą mi pójść), spotkania i inne marzenia, które kiedykolwiek miałam i pieniądze mogłyby mi pomóc w ich spełnieniu. Największym moim marzeniem jest dociec prawdy, w czym pieniądze mogą pomóc, ale nie muszą. Zakręcam słoik i chowam go głęboko w szafie. Nikt nie może go znaleźć, bo gdyby to się stało, nie zobaczyłabym już tych pieniędzy. Rodzice odłożyliby je na moje konto, z którego mogę korzystać, ale w rozsądnych granicach, ponieważ kontrolują każdy mój ruch. Czasami mam wrażenie, że jestem więźniem we własnym domu i pewnie tak jest. 

Kładę się na świeżą pościel i wyciągam spod łóżka książkę, która ostatnio udało mi się przemycić do domu. Mama stwierdziłaby, że niszczę sobie tym psychikę i tworzę jakieś chore spiski. Zasypiam w połowie akcji, nie nastawiłam budzika, ale nie martwię się o to, ponieważ rodzice budzą mnie każdego ranka, żebym przypadkiem nie opuściła szkoły. 

Niechętnie wstaję z łóżka, biorę znienawidzone ubrania przyszykowane przez matkę i idę do łazienki najwolniej jak się da. Patrzę na swoją twarz w lustrze i mam ochotę krzyczeć. Lily, nie jesteś tak słaba, żeby się temu poddawać! Nie jesteś taka! 

Siadam na brzegu wanny i naciągam ciemne rajstopy na nogi, zakładam spódnicę, na końcu związuję włosy i gotowa wchodzę do pokoju tylko po to, żeby wziąć torbę z książkami.
Schodzę na dół, gdzie czeka na mnie śniadanie, tosty i sok pomarańczowy. Jak dobrze, że nie są to żadne dziwaczne kiełbaski, których wręcz nienawidzę. To dziwne, że nie smakuje mi typowe brytyjskie jedzenie, skoro według moich rodziców jestem Brytyjką. 

Żegnam się z rodziną i zamykam drzwi, najchętniej pobiegłabym do Jasona i przebrała się w moje nowe ciuchy, ale nie mogę tego zrobić, bo wiem, że jakimś cudem rodzice mnie znajdą, takie moje głupie szczęście. Może mam jakiś GPS wszyty w tę cholerną spódnicę?! Ok, teraz zaczynam świrować. 

W szkole jest nadzwyczaj nudno, sekundy dłużą się jakby były minutami, a minuty godzinami. Jestem zmęczona siedzeniem w klasie i słuchaniem ględzenia nauczycieli, kiedy myślę tylko o tym, czy naprawdę nie jestem adoptowana. 

Niektórzy mogliby mi się dziwić, bo niby mam dobre życie, ale kiedy rodzina cię nie akceptuje, nie czujesz się wśród niej dobrze, to wcale tak nie jest. Nienawidzę wracać do domu, bo mam wrażenie, że siedzę pośród obcych ludzi. Gdyby nie kłótnie i wypytywanie o szkołę, pewnie w ogóle bym z nimi nie rozmawiała, ponieważ nie miałabym o czym. To strasznie męczące. Mam dziwne wrażenie, że gdzieś na świecie są ludzie tacy jak ja, którzy na mnie czekają i zastanawiają się gdzie jestem. Mam wielką dziurę w sercu, której nie potrafię niczym wypełnić. Może pewnego dnia znajdę miejsce, gdzie będę w pełni pasować i poczuję się naprawdę szczęśliwa, może…

Wychodzę ze szkoły zmęczona jak nigdy, kręci mi się w głowie i próbuję ustać prosto na nogach, zatrzymuję się na chwilę i przyglądam się uczniom wychodzącym ze szkoły. Grupki przyjaciół patrzą na mnie jak na jakiegoś dziwoląga, och, chyba nawet wiem dlaczego. Wszyscy kojarzą mnie z mojego sposobu ubierania się, a teraz? Teraz wyglądam jakbym uciekła z jakiejś prywatnej katolickiej szkółki dla dziewcząt. 

Wzdycham ciężko i przewracam teatralnie oczami, kiedy dwie dziewczyny nie mogą oderwać ode mnie wzorku i nie komentować mojego wyglądu. Mam ochotę do nich podejść i sobie pogadać, ale rezygnuję, bo nawet na to nie mam siły. Odpycham się od szkolnego murku i idę prosto na stację metra. Siadam na ławce i siedzę, nie mam ochoty jechać do domu, nie chcę patrzeć na ich twarze. Chcę pobyć przez chwilę sama, z chęcią zrzuciłabym te wszystkie ciuchy i siedziała w samej bieliźnie, ale pewnie wywołałbym niezdrowe zainteresowanie większości panów na stacji. 

Przejeżdża już trzeci pociąg, którym dojechałabym do domu, ale czuję, że jeszcze chwilę tu posiedzę. Jest chłodno, ludzi coraz mniej, tylko ja i moje myśli. Muszę opracować jakiś plan i dostać się do sypialni rodziców, która zawsze jest dla mnie zamknięta. Na pewno trzymają tam zdjęcia z dzieciństwa, wszystkie rodzinne pamiątki. Być może tam znajdę jakiś dowód, który pozwoli mi wywnioskować coś więcej niż zwykle. Jak na razie to tylko moje przypuszczenia, co by było gdyby… Gdybanie nic mi nie da, muszę zacząć działać i to jak najszybciej się da. Wychodzę z metra i idę do bankomatu po trochę gotówki. Tyle, żeby rodzicie nic nie podejrzewali. Robię to regularnie odkąd założyli mi konto, pobrane pieniądze chowam do mojego sekretnego słoiczka, trochę się uzbierało, w razie czego będę miała za co kupić sobie jedzenie i inne potrzebne rzeczy. 

Myślicie, że skąd mam pieniądze na te wszystkie ciuchy, które trzymam u Jasona.
Koniec końców wracam do domu, ale rodziców jeszcze nie ma. Zmierzam ku ich sypialni, naciskam na klamkę, ale drzwi są zamknięte na klucz, tak myślałam. Na pewno coś ukrywają…


Po jakimś czasie przychodzi mama z Leah, dziewczynka wbiega do mojego pokoju i zaczyna skakać po łóżku, które niedawno posłałam. To dziecko jest tak irytujące, że mam ochotę wyskoczyć przez okno. Moja młodsza siostra kładzie się na podłodze i wchodzi pod łóżko, kręcę tylko głową i wracam do sprawdzania poczty, kiedy dziewczynka zaczyna krzyczeć z radością.

- Patrz co znalazłam, Lily! To książka! – Wymachuję moją nielegalną lekturą.
- Cicho, Leah, zamknij się, mama cię usłyszy. – Próbuję zatkać jej usta ręką, ale kiedy to robię do pokoju wbiega wściekła kobieta, jak zawsze w fartuchu i tym razem z widelcem w dłoni.
- Książka? Czy ja nie zabroniłam ci przynosić niesprawdzonych przeze mnie książek do domu? Leah, podaj książeczkę mamie. – Moja siostra posłusznie robi to, co kazała jej kobieta. – Grzeczna dziewczynka. – Uśmiecha się do niej, a na mnie patrzy z dezaprobatą.
- Masz mi coś do powiedzenia? – Czy ona chce, żebym ją przeprosiła? Czy czytanie książek to jakaś zbrodnia? Przecież chce mieć mądre dziecko. Co za ironia losu.
- Nie, możecie już sobie iść. – Macham na nie ręką, nie patrzę na matkę, bo pewnie ma taką minę, że z chęcią zadźgałaby mnie tym widelcem. 

Co ja poradzę, nigdy nie będę wymarzonym dzieckiem.

Jason wydzwania do mnie przez pół nocy, ale nie odbieram, bo nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Chciałabym posłuchać którejś ze swoich płyt, ale wszystkie są właśnie u mojego natrętnego chłopaka, który z dnia na dzień zachowuje się coraz to dziwniej…



*********
Cześć wszystkim. Jak widać mamy pierwszy rozdział, mam nadzieję, że was nie zanudzę, o ile ktoś to będzie czytał. Początki bywają ciężkie, tak słyszałam... Mam nadzieję, że zdobędę kilka czytelniczek. Oczywiście liczę na komentarze, żadnym nie pogardzę, liczy się szczerość ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz