wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 2.



Dni strasznie mi się dłużą, szkoła coraz bardziej mnie przygnębia. Wszyscy ludzie omijają mnie, jakbym była jakimś radioaktywnym wybrykiem natury, a ja tylko czekam na dzień, aż będę mogła im wszystkim utrzeć nosa. 

Po lekcjach idę prosto do Jasona, który coraz bardziej mnie denerwuje, robi się jak moja matka i kontroluje mnie na każdym kroku. 

Zrzucam wstrętną spódnicę w kratkę i naciągam na nogi czarne legginsy. Zakładam czerwono-czarną koszulkę w kartkę, rozpuszczam włosy i siadam na kanapie obok chłopaka. Jak zawsze jest pochłonięty swoim nowym telefonem, może po prostu pójdę do domu? 

- Jason, mam sobie iść? – Patrzę na jego twarz, ale on nie reaguje.  

Zbieram swoje rzeczy z podłogi i opuszczam jego pokój. Pani Morgan próbuje mnie zatrzymać na obiedzie, ale jakoś udaje mi się wywinąć. 

Jestem wściekła na cały świat, czy on to robi specjalnie? Wszystko czego się dotknę nagle się psuje, wszystko! Spoglądam na zegarek i stwierdzam, że rodziców jeszcze nie ma w domu. Szybko biegnę do metra. Wchodzę do puściutkiego i cichego domu, jak nigdy. Zamykam drzwi na klucz, żeby słyszeć, jak mama albo tata wrócą do domu.

Podchodzę do drzwi od sypialni rodziców i bardzo powoli naciskam na klamkę. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu drzwi się otwierają. To tak, jakbym wygrała los na loterii. Podekscytowana wchodzę do pomieszczenia i siadam na dywanie tuż przed komodą. Otwieram pierwszą szufladę, w której znajduję masę rodzinnych fotografii. To jest to.
Oglądam każdą z osobna, bardzo dokładnie. Narodziny mojej siostry, jej pierwsze urodziny i tak każdego roku. W końcu natrafiam na swoje zdjęcia. 

Jestem zaskoczona, bo moje fotografie zaczynają się od czasu, kiedy miałam 3 latka. Jeszcze raz przejrzałam pozostałe, ale nie znalazłam żadnych wcześniejszych zdjęć. Nie wiem co mam o tym myśleć, może są w jakiejś innej szufladzie? Sprawdzam dwie pozostałe, ale nie znajduję żadnych zdjęć. Wkładam wszystko do najwyższej szuflady, ze sobą biorę tylko swoje zdjęcia i kieruję się do swojego pokoju. 

Mam szczęście, bo po kilku minutach słyszę, jak ktoś przekręca klucz w drzwiach. Wchodzę pod kołdrę, zamykam oczy i udaję, że śpię. Mam nadzieję, że jak mama wejdzie do mojego pokoju, nie zacznie mnie budzić z powodu moich rozpuszczonych włosów. 

Dlaczego nie chcą mi nic powiedzieć? Przecież nawet jeżeli prawdą okazałaby się adopcja, nie znienawidziłabym ich. Niepewność mnie wykańcza i wiem, że kiedy dowiem się prawdy, będzie ona naprawdę bolesna. Nie wiem czemu akurat tak mi się wydaje, ale to prawda. Na pewno mnie to zaboli. A potem będzie już tylko gorzej. 

Po piętnastu minutach bezczynnego leżenia, wychodzę z łóżka i przebieram się w ciuchy, których moja matka nie wyrzuci do śmieci. Wiążę włosy w wysoki kucyk i schodzę na dół do kuchni. 

- Cześć mamo. – Uśmiecham się lekko. – Masz może jakieś moje zdjęcia, kiedy miałam roczek? – Siadam przy stole i przyglądam się kobiecie, która zwinnie wyjmuje naczynia ze zmywarki. Zajmuje jej to tylko kilka minut, ja stałabym tam pół godziny i pewnie przy wielkim szczęściu zbiła tylko jeden talerz.
- A do czego ci są te zdjęcia? – Patrzy na mnie podejrzliwie.
- Chciałam je po prostu pooglądać, ponieważ nigdy wcześniej ich nie widziałam. – Wzruszam ramionami, żeby nie widziała, jak bardzo mi na tym zależy, bo wtedy coś wywęszy.
- Chętnie bym ci je pokazała, ale niestety ich nie mam, zniknęły jakiś czas temu, może zostały u babci, nie wiem. – Widzę, że wymyśla tę historię na bieżąco. Nie wiedziałam, że potrafi tak dobrze kłamać.
- Och, rozumiem, no trudno. – Udaję smutną, chociaż nie muszę, bo naprawdę mi na tym zależało. Wracam do pokoju i od razu wybieram numer do babci. 

Dowiaduję się tylko tyle, że mama nigdy nie zostawiła u niej żadnych zdjęć. No to mamy problem, gdzie są te zdjęcia? Skoro robili je mojej młodszej siostrze, mnie też musieli. A może po prostu nie istnieją, albo jeszcze nie byłam ICH córką, kiedy je robiono. 

Nie wiem co o tym myśleć, znowu mam mętlik w głowie, muszę się jakoś odstresować, ale nie mam żadnej przyjaciółki, z którą mogłabym o tym porozmawiać. Do Jasona nie pójdę, nie chcę mu o tym mówić, coś czuję, że nie powinnam. Zaczynam tracić zaufanie do niego, oddala się coraz bardziej, a ja chyba nie chcę go przy sobie trzymać. 

O wilku mowa! Właśnie dostałam od niego sms z pytaniem, czy gdzieś dzisiaj idziemy. Długo się zastanawiam i w końcu postanawiam z nim wyjść. Oczywiście nie zamierzam mu o niczym mówić, ale kto wie, jak będzie za dwie godziny, kiedy nie będę w stanie tego w sobie dusić. 

Chłopak przychodzi do mnie do domu, moja mama jest przeszczęśliwa, kiedy go widzi i wita Jasona długim uściskiem. Co się właściwie dzieje? Przecież nigdy za bardzo za nim nie przepadała. Coraz więcej rzeczy mnie zadziwia, ale nieważne. O tym będę myśleć później. Teraz chcę trochę odpocząć. 

Kiedy jesteśmy poza domem, Morgan łapie mnie za rękę, nie protestuję, chociaż nie ukrywam, że czuję się dziwnie. Tak dawno nie okazywał wobec mnie żadnych uczuć, że po prostu się odzwyczaiłam. Próbuje mnie rozśmieszyć, ale widzę, że robi to na siłę i jest żałosny, a nie śmieszny. Kiedyś bez problemu wybuchałam śmiechem w jego towarzystwie, teraz wszystko się zmieniło.

Całe to spotkanie jest jakieś wymuszone i pretensjonalne. Nie wiem jak się zachować, a przecież to właśnie przy nim czułam się swobodnie. Teraz już tak nie jest, ponieważ i on ma przede mną jakieś tajemnice. Raz zapytałam go skąd bierze tyle pieniędzy, powiedział, że to nie moja sprawa i nie powinnam się tym interesować. Odpuściłam sobie, mogę żyć bez niego…

Siedzimy na ławce w parku, Jason obejmuje mnie ramieniem. Nie wiem, czy chciał ze mną o czymś porozmawiać, czy po prostu tutaj posiedzieć, ponieważ w ogóle się do mnie nie odzywa. A pamiętam czasy, kiedy buzie nam się nie zamykały i co chwile wchodziliśmy sobie w zdanie. 

Ludzie się zmieniają. 

- Słuchaj Jason, ja już pójdę. – Wymykam się z jego objęcia i wstaję z ławki.
- Dlaczego? – Patrzy na mnie zaskoczony.
- Jak to dlaczego? Nawet ze sobą nie rozmawiamy. – Wznoszę brwi ku górze.
- A czy zawsze musimy ze sobą rozmawiać? Czy obecność nie wystarczy? – Podchodzi do mnie i łapie za obie dłonie. Od kiedy Jason jest typem romantyka? – Posiedź jeszcze ze mną.
- Nie, Jason, idę do domu. Muszę coś jeszcze załatwić. Możemy spotkać się jutro albo innego dnia, ale dzisiaj wracam, pa. – Lekko się uśmiecham i zostawiam chłopaka w parku.
Może postąpiłam źle, ale właśnie tak podpowiadało mi serce, bo nic nie czułam przy tym chłopaku. Może tak będzie lepiej, może w końcu wszystko się skończy i będę miała mniej zmartwień na głowie. 

Wchodzę do domu i od progu zostaję zasypana masą pytań.

- Gdzie Jason, czemu go nie przyprowadziłaś, to taki miły chłopak. – Matka szczerzy się tuż przed moją twarzą, a ja nie dowierzam własnym uszom.
- Nigdy go nie lubiłaś, co się zmieniło? – Odwiązuję sznurówki i z suwam buta ze stopy.
- Oj, wydawało ci się. – Macha ręką.
- Dzwoniłam do babci, mówiła, że nie ma żadnych moich zdjęć z dzieciństwa. – No i zapada niezręczna cisza. Matka nie wie co powiedzieć, ojciec wychyla się z pokoju. Powinnam uciekać?
- Po co to zrobiłaś? – Kobieta zaczyna się denerwować, więc na pomoc przychodzi jej super mąż i ją uspokaja, a ja staję się niewidzialna na kilka minut.
- Bo chciałam je zobaczyć. – Zdejmuję drugiego buta i już mam iść na schody, kiedy ojciec łapie mnie za ramię.
- Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?
- Tato, naprawdę tego nie widzisz? Ja tutaj nie pasuję! – Wyrywam się i biegnę do swojego pokoju, bo moje emocje są u szczytu. Mam ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie. 

Słyszę pukanie, więc szybko wycieram mokre policzki, do pokoju wchodzi Leah, bardzo smutna Leah. Ona nigdy nie jest smutna, więc coś musiało się stać. 

- Lily, słuchaj, ja przepraszam za tę książkę. – Siada koło mnie na łóżku i patrzy mi w oczy.
Przez większość czasu nie mogę jej ścierpieć, ma w końcu dopiero 5 lat, ale kiedy widzę ją w takim stanie, nie potrafię jej nie przytulić.
- Nic nie szkodzi, mała. Naprawdę. – Wycieram malutkie łezki spływające po jej policzkach. Kiedy na nią patrzę, widzę naszą matkę, jest identyczna. A ja? Nawet głupiego nosa nie mam po żadnym z rodziców. 

Kiedy dziewczyna się uspokaja, opuszcza mój pokój i ponownie zostaję sama ze swoimi myślami. Muszę coś wymyślić, żeby w końcu powiedzieli mi prawdę. A może świadectwo urodzenia? Ale skoro nie chcieli mi dać głupich zdjęć to na pewno nie dadzą mi aktu urodzenia, nie ma mowy. Prędzej mnie spalą, żebym dała im spokój. 

Czemu to wszystko musi być takie trudne, dlaczego nie mogę dostać głupiej odpowiedzi na pytanie, które zadaję od dłuższego czasu i coraz częściej pytanie to wydaje mi się retorycznym. Chęć odkrycia prawdy jest większa z każdym dniem kłamstw i wymówek, które mama wymyśla na poczekaniu, jakby była w tym mistrzem, a może nim jest? Może okłamuje mnie przez całe życie, być może od zawsze coś ukrywają. 

Mają swój mały sekret, którego strzegą przed całym światem, przecież jeżeli nikt się nie dowie, nic złego się nie stanie, ale co to mogłoby być, żeby aż tak bardzo się bali? Pewnie niedługo okaże się, że w ogóle nie znam ludzi, z którymi żyję od kiedy pamiętam. 

Właśnie chcę sięgnąć po książkę, która do tej pory spoczywała pod moim łóżkiem, kiedy przypominam sobie, że już jej tam nie ma. Co ja teraz pocznę? Nie mam innej, przemyciłam tylko jedną i ją straciłam. A to wszystko przez tę małą… Chyba nie powinnam być na nią wściekła, przecież to tylko dziecko, była ciekawa, to wszystko. A ja jak zawsze poniosłam konsekwencje swojej głupoty, trzeba było ukryć ją gdzieś głębiej!

Nie mam nic, żadnej książki, muzyki, jestem kompletnie sama i towarzyszy mi całkowita pustka. Ile ja bym dała za przesłuchanie choć jednej z moich ulubionych piosenek. Zapomnieć na chwilę o świecie i po prostu leżeć na łóżku. Dryfować pośród nieskończonych melodii wydobywających się z moich słuchawek. 

Nie mogę znieść tej ciszy panującej w moim pokoju, więc wychodzę na balkon i siadam pod ścianą zaraz przy drzwiach. Przyglądam się niebu, które wygląda, jakby ktoś wysypał na nie miliony piegów. Ciemna twarz ze złocistymi piegami. Nie wiem dlaczego właśnie takie skojarzenie wpadło mi do głowy, ale muszę przyznać, ze bardzo mi się podoba. Siedzę i zastanawiam się czy ktoś w tym momencie patrzy w gwiazdy tak jak ja. Widzi ogromny księżyc w pełni, który na szczęście wszędzie jest taki sam. Co by się nie działo, zawsze to ta sama satelita co zawsze, może jedynie w niektórych miejscach lepiej go widać, wydaje się większy, jednak nie zmienia to faktu, że zawsze jest ten sam. Nawet gdy niebo przysłonią chmury, on nigdy nie opuszcza nieba, zawsze patrzy z góry na cały świat, zawsze. 

Z transu wyrywa mnie ujadanie psa sąsiadów, przeklęty kundel zawsze zaczyna szczekać w środku nocy, kiedy powinien smacznie spać w swoim kącie. Lubię psy, ale tego nie mogę zdzierżyć i tyle, raczej nigdy się do niego nie przekonam. Kiedyś nawet chciał mnie ugryźć w kostkę, bo przechodziłam obok, co za wstrętne stworzenie. 

Zastanawiam się czy Jason też nie może spać? W sumie dlaczego nadal zaprzątam sobie nim głowę? Mam o wiele ważniejsze sprawy do obmyślenia niż jego osoba, ale jego zachowanie nie daje mi spokoju. Kiedy aż tak się zmienił i dlaczego tego nie zauważyłam. Przecież czułam coś do tego chłopaka, prawda? A może to było tylko zwykłe zauroczenie, może nie potrafię kochać. Być może nikt mnie tej miłości nie nauczył, nie pokazał jak powinna wyglądać. Od zawsze pamiętam, że mam być taka jak rodzice chcą, nie mogę robić nic pod siebie, wszystko pod nich. Jakbym była ich marionetką, dziewczyną, którą mogą chwalić się przed znajomymi, nic więcej… 


********
Cześć, może nie jest zbyt długi, ale mam nadzieję, że was nie zanudzę, początki, jak to początki. No i oczywiście liczę na to, że znajdą się osoby, które będą to czytać i komentować ;) Do zobaczenia, a raczej napisania!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 1.



Siedzę u Jasona i przymierzam nowe ciuchy, które kupiłam w tajemnicy przed rodzicami. Mam nadzieję, że ty razem się nie dowiedzą i nie będę zmuszona ich wyrzucić. Rozmawiam jeszcze chwilę ze swoim chłopakiem i postanawiam pójść do domu, ponieważ robi się późno, a nie chcę słuchać kazań rodziców. Wychodząc z metra myślę tylko o tym jak ich podejść, żeby wyznali mi całą prawdę. Ostatnimi czasy tylko to zawraca mi głowię i nie mogę się na niczym innym skupić, nie zauważam nawet, że Jason nie jest już taki jak kiedyś, chociaż jedno mnie zastanawia, skąd bierze tyle pieniędzy? Nigdy wcześniej nie pozwalał sobie na rzeczy, które ma teraz. Postanawiam to przemilczeć, jak będzie przesadzać, zacznę dręczyć także jego. Może czasami bywam irytująca, ale kiedy człowiek czegoś chce, dąży do tego za wszelką cenę, tak też robiłam. 

Wracam do domu, w którym są już wszyscy, oczywiście jestem tą spóźnialską, za co mi się obrywa. 

- Gdzie się znowu włóczyłaś?! – Matka wyszła z kuchni z łyżką w ręce.
- Byłam u Jasona. – Odpowiadam i zdejmuję granatowe trampki, jedyna część mojej garderoby, która im nie przeszkadza.
- Coś ty zrobiła z włosami? Przecież mówiłam ci, że mają być związane! – Macha łyżką w moją stronę, z której zaczyna chlapać sos pomidorowy. Świetnie, spódnica do prania… Najchętniej od razu bym ją spaliła.
- Mamo, mam osiemnaście lat, nie możesz mnie traktować jak dziecka! – Zabieram torbę z podłogi i idę do swojego pokoju, bo jeszcze chwila a bym wybuchła. 

Rzucam się wściekła i bezsilna na łóżko. Zdejmuję ciuchy, których po prostu nienawidzę i przebieram się w jakiś dres, przynajmniej po domu mogę chodzić jak chcę.
Podchodzę do toaletki, biorę grzebień i zaczynam rozczesywać długie, brązowe włosy. Marzę o ich ścięciu, ale matce marzy się długowłosa, ułożona córeczka, więc gdybym to zrobiła, nie miałabym już żadnego życia towarzyskiego, a Jason odszedłby w niepamięć. Pewnie długo bym po nim nie rozpaczała, bo chyba to co do niego czułam po prostu się wypaliło. Jest fajnie, bo mam z kim siedzieć w deszczowe i wolne od szkoły dni, ale gdybym nie widziała się z nim przez kilka miesięcy, wątpię, żebym uroniła chociaż jedną łzę z tęsknoty, nawet nie wiem, czy kiedykolwiek naprawdę go kochałam. 

Związuję włosy w wysoki kucyk, żeby nie wywoływać kolejnej kłótni, kiedy zejdę do kuchni. Na dzisiaj mam dosyć. 

Siadam przy stole i czekam, aż mama poda obiad. Spaghetti, bardzo ambitne. 

- Co tam w szkole? – Kobieta próbuje zacząć jakąś rozmowę, ale ja nie mam na to ochoty, więc odpowiadam tak jak zawsze.
- Normalnie, nic ciekawego, przecież to szkoła, mamo. – Wkładam porcję makaronu do ust, by więcej nie musieć się udzielać w tej jakże bezcelowej rozmowie. Codziennie przy obiedzie jest taka sama. Interesuje ją tylko szkoła i moje stopnie, a to jak ja się czuję, ma daleko gdzieś. Czasami boli mnie to aż do szpiku kości, ale dzisiaj jest mi to obojętne, ponieważ padam z nóg i jedyne o czym marzę to moje wielkie łóżko, w którym będę mogła się zakamuflować aż do rana.
- Mam nadzieję, że niczego nie zawalisz, zostało ci jeszcze pół roku szkoły. – Uśmiecha się, jest to najprawdziwszy i najszczerszy uśmiech, więc odwzajemniam jej gest.
Kiedy moja młodsza siostra, Leah, odchodzi od stołu, zadaje mamie i tacie to samo pytanie co zawsze.
- Mamo, tato, mam tego dość, kiedy w końcu powiecie mi prawdę? Jestem adoptowana, tak, czy nie? – Krzyżuję ręce na piersi i wyczekuję ich reakcji. Znowu robią się bardzo nerwowi i zbywają mnie machnięciem ręki, oraz słowami, które słyszę za każdym razem.
- Oszalałaś? Jesteś naszą córką, nie adoptowaliśmy cię.
- Wiem, że nie mówicie mi całej prawdy. – Wstaję od stołu, odkładam talerz do zmywarki i idę do swojego pokoju. 

Co mam jeszcze zrobić, żeby zmusić ich do mówienia? Kiedy jestem już w pokoju, przeszukuję całą swoją torbę, znajduję kilka funtów i wkładam je do słoiczka z funduszami na różne koncerty (na które moi rodzice nigdy w życiu nie pozwolą mi pójść), spotkania i inne marzenia, które kiedykolwiek miałam i pieniądze mogłyby mi pomóc w ich spełnieniu. Największym moim marzeniem jest dociec prawdy, w czym pieniądze mogą pomóc, ale nie muszą. Zakręcam słoik i chowam go głęboko w szafie. Nikt nie może go znaleźć, bo gdyby to się stało, nie zobaczyłabym już tych pieniędzy. Rodzice odłożyliby je na moje konto, z którego mogę korzystać, ale w rozsądnych granicach, ponieważ kontrolują każdy mój ruch. Czasami mam wrażenie, że jestem więźniem we własnym domu i pewnie tak jest. 

Kładę się na świeżą pościel i wyciągam spod łóżka książkę, która ostatnio udało mi się przemycić do domu. Mama stwierdziłaby, że niszczę sobie tym psychikę i tworzę jakieś chore spiski. Zasypiam w połowie akcji, nie nastawiłam budzika, ale nie martwię się o to, ponieważ rodzice budzą mnie każdego ranka, żebym przypadkiem nie opuściła szkoły. 

Niechętnie wstaję z łóżka, biorę znienawidzone ubrania przyszykowane przez matkę i idę do łazienki najwolniej jak się da. Patrzę na swoją twarz w lustrze i mam ochotę krzyczeć. Lily, nie jesteś tak słaba, żeby się temu poddawać! Nie jesteś taka! 

Siadam na brzegu wanny i naciągam ciemne rajstopy na nogi, zakładam spódnicę, na końcu związuję włosy i gotowa wchodzę do pokoju tylko po to, żeby wziąć torbę z książkami.
Schodzę na dół, gdzie czeka na mnie śniadanie, tosty i sok pomarańczowy. Jak dobrze, że nie są to żadne dziwaczne kiełbaski, których wręcz nienawidzę. To dziwne, że nie smakuje mi typowe brytyjskie jedzenie, skoro według moich rodziców jestem Brytyjką. 

Żegnam się z rodziną i zamykam drzwi, najchętniej pobiegłabym do Jasona i przebrała się w moje nowe ciuchy, ale nie mogę tego zrobić, bo wiem, że jakimś cudem rodzice mnie znajdą, takie moje głupie szczęście. Może mam jakiś GPS wszyty w tę cholerną spódnicę?! Ok, teraz zaczynam świrować. 

W szkole jest nadzwyczaj nudno, sekundy dłużą się jakby były minutami, a minuty godzinami. Jestem zmęczona siedzeniem w klasie i słuchaniem ględzenia nauczycieli, kiedy myślę tylko o tym, czy naprawdę nie jestem adoptowana. 

Niektórzy mogliby mi się dziwić, bo niby mam dobre życie, ale kiedy rodzina cię nie akceptuje, nie czujesz się wśród niej dobrze, to wcale tak nie jest. Nienawidzę wracać do domu, bo mam wrażenie, że siedzę pośród obcych ludzi. Gdyby nie kłótnie i wypytywanie o szkołę, pewnie w ogóle bym z nimi nie rozmawiała, ponieważ nie miałabym o czym. To strasznie męczące. Mam dziwne wrażenie, że gdzieś na świecie są ludzie tacy jak ja, którzy na mnie czekają i zastanawiają się gdzie jestem. Mam wielką dziurę w sercu, której nie potrafię niczym wypełnić. Może pewnego dnia znajdę miejsce, gdzie będę w pełni pasować i poczuję się naprawdę szczęśliwa, może…

Wychodzę ze szkoły zmęczona jak nigdy, kręci mi się w głowie i próbuję ustać prosto na nogach, zatrzymuję się na chwilę i przyglądam się uczniom wychodzącym ze szkoły. Grupki przyjaciół patrzą na mnie jak na jakiegoś dziwoląga, och, chyba nawet wiem dlaczego. Wszyscy kojarzą mnie z mojego sposobu ubierania się, a teraz? Teraz wyglądam jakbym uciekła z jakiejś prywatnej katolickiej szkółki dla dziewcząt. 

Wzdycham ciężko i przewracam teatralnie oczami, kiedy dwie dziewczyny nie mogą oderwać ode mnie wzorku i nie komentować mojego wyglądu. Mam ochotę do nich podejść i sobie pogadać, ale rezygnuję, bo nawet na to nie mam siły. Odpycham się od szkolnego murku i idę prosto na stację metra. Siadam na ławce i siedzę, nie mam ochoty jechać do domu, nie chcę patrzeć na ich twarze. Chcę pobyć przez chwilę sama, z chęcią zrzuciłabym te wszystkie ciuchy i siedziała w samej bieliźnie, ale pewnie wywołałbym niezdrowe zainteresowanie większości panów na stacji. 

Przejeżdża już trzeci pociąg, którym dojechałabym do domu, ale czuję, że jeszcze chwilę tu posiedzę. Jest chłodno, ludzi coraz mniej, tylko ja i moje myśli. Muszę opracować jakiś plan i dostać się do sypialni rodziców, która zawsze jest dla mnie zamknięta. Na pewno trzymają tam zdjęcia z dzieciństwa, wszystkie rodzinne pamiątki. Być może tam znajdę jakiś dowód, który pozwoli mi wywnioskować coś więcej niż zwykle. Jak na razie to tylko moje przypuszczenia, co by było gdyby… Gdybanie nic mi nie da, muszę zacząć działać i to jak najszybciej się da. Wychodzę z metra i idę do bankomatu po trochę gotówki. Tyle, żeby rodzicie nic nie podejrzewali. Robię to regularnie odkąd założyli mi konto, pobrane pieniądze chowam do mojego sekretnego słoiczka, trochę się uzbierało, w razie czego będę miała za co kupić sobie jedzenie i inne potrzebne rzeczy. 

Myślicie, że skąd mam pieniądze na te wszystkie ciuchy, które trzymam u Jasona.
Koniec końców wracam do domu, ale rodziców jeszcze nie ma. Zmierzam ku ich sypialni, naciskam na klamkę, ale drzwi są zamknięte na klucz, tak myślałam. Na pewno coś ukrywają…


Po jakimś czasie przychodzi mama z Leah, dziewczynka wbiega do mojego pokoju i zaczyna skakać po łóżku, które niedawno posłałam. To dziecko jest tak irytujące, że mam ochotę wyskoczyć przez okno. Moja młodsza siostra kładzie się na podłodze i wchodzi pod łóżko, kręcę tylko głową i wracam do sprawdzania poczty, kiedy dziewczynka zaczyna krzyczeć z radością.

- Patrz co znalazłam, Lily! To książka! – Wymachuję moją nielegalną lekturą.
- Cicho, Leah, zamknij się, mama cię usłyszy. – Próbuję zatkać jej usta ręką, ale kiedy to robię do pokoju wbiega wściekła kobieta, jak zawsze w fartuchu i tym razem z widelcem w dłoni.
- Książka? Czy ja nie zabroniłam ci przynosić niesprawdzonych przeze mnie książek do domu? Leah, podaj książeczkę mamie. – Moja siostra posłusznie robi to, co kazała jej kobieta. – Grzeczna dziewczynka. – Uśmiecha się do niej, a na mnie patrzy z dezaprobatą.
- Masz mi coś do powiedzenia? – Czy ona chce, żebym ją przeprosiła? Czy czytanie książek to jakaś zbrodnia? Przecież chce mieć mądre dziecko. Co za ironia losu.
- Nie, możecie już sobie iść. – Macham na nie ręką, nie patrzę na matkę, bo pewnie ma taką minę, że z chęcią zadźgałaby mnie tym widelcem. 

Co ja poradzę, nigdy nie będę wymarzonym dzieckiem.

Jason wydzwania do mnie przez pół nocy, ale nie odbieram, bo nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Chciałabym posłuchać którejś ze swoich płyt, ale wszystkie są właśnie u mojego natrętnego chłopaka, który z dnia na dzień zachowuje się coraz to dziwniej…



*********
Cześć wszystkim. Jak widać mamy pierwszy rozdział, mam nadzieję, że was nie zanudzę, o ile ktoś to będzie czytał. Początki bywają ciężkie, tak słyszałam... Mam nadzieję, że zdobędę kilka czytelniczek. Oczywiście liczę na komentarze, żadnym nie pogardzę, liczy się szczerość ;) 

środa, 25 czerwca 2014

Prolog.



Codziennie się ukrywałam i zmieniałam za każdym razem, kiedy przekraczałam próg domu. Kilka ulic dalej po kilkuminutowej podróży metrem zrzucałam ciuchy, które mama kazała mi nosić każdego dnia i szłam do swojego chłopaka. Później szliśmy razem do szkoły, a po zajęciach włóczyliśmy się po mieście. Rodzicie nigdy mnie nie przyłapali, ale w końcu musiał nadejść ten dzień. Dowiedzieli się, że nie jestem córką, którą codziennie kreują. Od samego początku tam nie pasowałam, ale po tym zdarzeniu było jeszcze gorzej. Sprawdzali czy przypadkiem nie mam gdzieś schowanych ciuchów na przebranie, kiedy opuszczałam dom. Nie miałam, wszystko zabrali. Codziennie wychodziłam z domu w spódniczce w kratkę, a włosy miałam związane w kucyk. Tak bardzo chcieli zrobić ze mnie grzeczną i porządną dziewczynę. Oczywiście nie twierdzę, że jestem źle wychowana, ale mam swoje zdanie i uważam, że każdy ma prawo do wyrażania się w swój własny sposób, który niestety został mi odebrany. Czułam się jak w pułapce, kiedy ludzie patrzyli na mnie na ulicy. Czułam, że nie jestem sobą. Ale rodziców to nie interesowało, nie obchodziło ich też to, że w ogóle nie pasuję do tej rodziny. Wyróżniałam się w każdej nawet najmniejszej sytuacji. Nigdy nie jadłam tego co oni, nie byłam do nikogo podobna, kiedy moja młodsza siostra to skóra zdjęta z matki. Rodzice uwielbiali muzykę klasyczną, mnie od zawsze ciągnęło do rocka. Nie umiałam się tam odnaleźć i podejrzewałam, że jestem adoptowana, ale za każdym razem kiedy o to pytałam, zbywali mnie i kazali wracać do swojego pokoju. Robiłam to, bo wiedziałam, że pewnego dnia się złamią i wszystko powiedzą. Codziennie przy obiedzie zasypywałam ich masą pytań. A kiedy wymieniałam wszystkie dzielące nas rzeczy, odpowiadali, że te wszystkie książki, które czytam wyprały mi mózg. Później tak jak moje ukochane ciuchy, zabrali mi moje najwspanialsze książki, dzięki którym czułam, że gdzieś naprawdę należę, ale nie poddawałam się. Pewnego dnia ponownie zapytałam, czy jestem ich prawdziwym dzieckiem. Wystraszyli się i nerwowo rozglądali po salonie, nie wiedziałam dlaczego tak zareagowali, ale powiedziałam, że prędzej czy później dowiem się prawdy. Po jakimś czasie, nie wiadomo dlaczego pozwolili mi się znowu spotykać z moich chłopakiem, jakbym nie robiła tego podczas zakazu. Był jedyną osobą, która mnie rozumiała i której w jakiś sposób na mnie zależało. Chociaż zauważyłam jakąś różnicę w jego zachowaniu, przez jakiś czas był trochę nieswój, ale później wszystko wróciło do normy, co nie oznacza, że całkowicie o tym zapomniałam. Wszyscy mieli przede mną jakieś tajemnice. Strasznie mi się to nie podobało, ale wtedy jeszcze nic nie mogłam na to poradzić. Nie sądzę, że rodzicie mnie nie kochali, o ile to moi prawdziwi rodzice, ale robili wszystko bym była nieszczęśliwa. A ja chciałam dowiedzieć się tylko prawdy, nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Nawet jeżeli byłabym adoptowana nic bym z tym nie zrobiła. Jeżeli rodzicie oddali mnie, bo nie chcieli, to nawet bym ich nie szukała, jeżeli z jakichś innych powodów, to czemu nie. Chciałabym chociaż zobaczyć do kogo jestem podobna, jak wyglądają, czy może mam jakieś rodzeństwo, które miało więcej szczęścia niż ja. Wprawdzie niczego mi nie brakuje, bo rodzice dobrze zarabiają, mieszkamy w całkiem ładnym domu i mam wszystko, czego potrzebuję. No może nie mam wszystkiego. W moim domu nie ma zrozumienia dla mojej osoby. Wszyscy chcą mnie zmienić za wszelką cenę. I to nie książki wyprały mi mózg, moi rodzice próbują to zrobić. Jednak wiem, że coś jest nie tak, z jakiegoś powodu nie pasuję do tej iście angielskiej rodzinki porządnych ludzi. I prędzej czy później, dowiem się co skrywają przede mną moi rodzice. 


************
Cześć, postanowiłam, że stworzę coś nowego. Chciałabym, żeby ktokolwiek czytał to opowiadanie, ponieważ mam na mnie mnóstwo pomysłów. Cóż, prolog jest jaki jest, napisałam go przed chwilą, ale mam nadzieję, że was nie odstraszy, a nawet trochę zaciekawi. Byłabym naprawdę wdzięczna, gdyby znalazły się osoby chętne do czytania tego opowiadania. Jak dobrze pójdzie, za rozdział wezmę się po weekendzie ;)  A jeżeli chodzi o wygląd, to z pewnością jeszcze ulegnie zmianie, obiecuję ;) Oczywiście nie ukrywam, że liczę na jakieś opinie, które pozwolą mi stwierdzić, czy jest jakikolwiek sens pakować się w to opowiadanie ;)