Dni strasznie mi się dłużą, szkoła coraz bardziej mnie
przygnębia. Wszyscy ludzie omijają mnie, jakbym była jakimś radioaktywnym
wybrykiem natury, a ja tylko czekam na dzień, aż będę mogła im wszystkim utrzeć
nosa.
Po lekcjach idę prosto do Jasona, który coraz bardziej mnie
denerwuje, robi się jak moja matka i kontroluje mnie na każdym kroku.
Zrzucam wstrętną spódnicę w kratkę i naciągam na nogi czarne
legginsy. Zakładam czerwono-czarną koszulkę w kartkę, rozpuszczam włosy i
siadam na kanapie obok chłopaka. Jak zawsze jest pochłonięty swoim nowym
telefonem, może po prostu pójdę do domu?
- Jason, mam sobie iść? – Patrzę na jego twarz, ale on nie
reaguje.
Zbieram swoje rzeczy z podłogi i opuszczam jego pokój. Pani
Morgan próbuje mnie zatrzymać na obiedzie, ale jakoś udaje mi się wywinąć.
Jestem wściekła na cały świat, czy on to robi specjalnie?
Wszystko czego się dotknę nagle się psuje, wszystko! Spoglądam na zegarek i
stwierdzam, że rodziców jeszcze nie ma w domu. Szybko biegnę do metra. Wchodzę
do puściutkiego i cichego domu, jak nigdy. Zamykam drzwi na klucz, żeby
słyszeć, jak mama albo tata wrócą do domu.
Podchodzę do drzwi od sypialni rodziców i bardzo powoli
naciskam na klamkę. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu drzwi się otwierają. To tak,
jakbym wygrała los na loterii. Podekscytowana wchodzę do pomieszczenia i siadam
na dywanie tuż przed komodą. Otwieram pierwszą szufladę, w której znajduję masę
rodzinnych fotografii. To jest to.
Oglądam każdą z osobna, bardzo dokładnie. Narodziny mojej
siostry, jej pierwsze urodziny i tak każdego roku. W końcu natrafiam na swoje
zdjęcia.
Jestem zaskoczona, bo moje fotografie zaczynają się od
czasu, kiedy miałam 3 latka. Jeszcze raz przejrzałam pozostałe, ale nie
znalazłam żadnych wcześniejszych zdjęć. Nie wiem co mam o tym myśleć, może są w
jakiejś innej szufladzie? Sprawdzam dwie pozostałe, ale nie znajduję żadnych
zdjęć. Wkładam wszystko do najwyższej szuflady, ze sobą biorę tylko swoje
zdjęcia i kieruję się do swojego pokoju.
Mam szczęście, bo po kilku minutach słyszę, jak ktoś
przekręca klucz w drzwiach. Wchodzę pod kołdrę, zamykam oczy i udaję, że śpię.
Mam nadzieję, że jak mama wejdzie do mojego pokoju, nie zacznie mnie budzić z
powodu moich rozpuszczonych włosów.
Dlaczego nie chcą mi nic powiedzieć? Przecież nawet jeżeli
prawdą okazałaby się adopcja, nie znienawidziłabym ich. Niepewność mnie
wykańcza i wiem, że kiedy dowiem się prawdy, będzie ona naprawdę bolesna. Nie
wiem czemu akurat tak mi się wydaje, ale to prawda. Na pewno mnie to zaboli. A
potem będzie już tylko gorzej.
Po piętnastu minutach bezczynnego leżenia, wychodzę z łóżka i przebieram się w ciuchy, których moja matka nie wyrzuci do śmieci. Wiążę włosy
w wysoki kucyk i schodzę na dół do kuchni.
- Cześć mamo. – Uśmiecham się lekko. – Masz może jakieś moje
zdjęcia, kiedy miałam roczek? – Siadam przy stole i przyglądam się kobiecie,
która zwinnie wyjmuje naczynia ze zmywarki. Zajmuje jej to tylko kilka minut,
ja stałabym tam pół godziny i pewnie przy wielkim szczęściu zbiła tylko jeden
talerz.
- A do czego ci są te zdjęcia? – Patrzy na mnie
podejrzliwie.
- Chciałam je po prostu pooglądać, ponieważ nigdy wcześniej
ich nie widziałam. – Wzruszam ramionami, żeby nie widziała, jak bardzo mi na
tym zależy, bo wtedy coś wywęszy.
- Chętnie bym ci je pokazała, ale niestety ich nie mam,
zniknęły jakiś czas temu, może zostały u babci, nie wiem. – Widzę, że wymyśla
tę historię na bieżąco. Nie wiedziałam, że potrafi tak dobrze kłamać.
- Och, rozumiem, no trudno. – Udaję smutną, chociaż nie
muszę, bo naprawdę mi na tym zależało. Wracam do pokoju i od razu wybieram numer
do babci.
Dowiaduję się tylko tyle, że mama nigdy nie zostawiła u niej
żadnych zdjęć. No to mamy problem, gdzie są te zdjęcia? Skoro robili je mojej
młodszej siostrze, mnie też musieli. A może po prostu nie istnieją, albo
jeszcze nie byłam ICH córką, kiedy je robiono.
Nie wiem co o tym myśleć, znowu mam mętlik w głowie, muszę
się jakoś odstresować, ale nie mam żadnej przyjaciółki, z którą mogłabym o tym
porozmawiać. Do Jasona nie pójdę, nie chcę mu o tym mówić, coś czuję, że nie
powinnam. Zaczynam tracić zaufanie do niego, oddala się coraz bardziej, a ja
chyba nie chcę go przy sobie trzymać.
O wilku mowa! Właśnie dostałam od niego sms z pytaniem, czy
gdzieś dzisiaj idziemy. Długo się zastanawiam i w końcu postanawiam z nim
wyjść. Oczywiście nie zamierzam mu o niczym mówić, ale kto wie, jak będzie za
dwie godziny, kiedy nie będę w stanie tego w sobie dusić.
Chłopak przychodzi do mnie do domu, moja mama jest
przeszczęśliwa, kiedy go widzi i wita Jasona długim uściskiem. Co się właściwie
dzieje? Przecież nigdy za bardzo za nim nie przepadała. Coraz więcej rzeczy
mnie zadziwia, ale nieważne. O tym będę myśleć później. Teraz chcę trochę
odpocząć.
Kiedy jesteśmy poza domem, Morgan łapie mnie za rękę, nie
protestuję, chociaż nie ukrywam, że czuję się dziwnie. Tak dawno nie okazywał
wobec mnie żadnych uczuć, że po prostu się odzwyczaiłam. Próbuje mnie
rozśmieszyć, ale widzę, że robi to na siłę i jest żałosny, a nie śmieszny.
Kiedyś bez problemu wybuchałam śmiechem w jego towarzystwie, teraz wszystko się
zmieniło.
Całe to spotkanie jest jakieś wymuszone i pretensjonalne.
Nie wiem jak się zachować, a przecież to właśnie przy nim czułam się swobodnie.
Teraz już tak nie jest, ponieważ i on ma przede mną jakieś tajemnice. Raz
zapytałam go skąd bierze tyle pieniędzy, powiedział, że to nie moja sprawa i
nie powinnam się tym interesować. Odpuściłam sobie, mogę żyć bez niego…
Siedzimy na ławce w parku, Jason obejmuje mnie ramieniem.
Nie wiem, czy chciał ze mną o czymś porozmawiać, czy po prostu tutaj
posiedzieć, ponieważ w ogóle się do mnie nie odzywa. A pamiętam czasy, kiedy
buzie nam się nie zamykały i co chwile wchodziliśmy sobie w zdanie.
Ludzie się zmieniają.
- Słuchaj Jason, ja już pójdę. – Wymykam się z jego objęcia
i wstaję z ławki.
- Dlaczego? – Patrzy na mnie zaskoczony.
- Jak to dlaczego? Nawet ze sobą nie rozmawiamy. – Wznoszę
brwi ku górze.
- A czy zawsze musimy ze sobą rozmawiać? Czy obecność nie
wystarczy? – Podchodzi do mnie i łapie za obie dłonie. Od kiedy Jason jest
typem romantyka? – Posiedź jeszcze ze mną.
- Nie, Jason, idę do domu. Muszę coś jeszcze załatwić.
Możemy spotkać się jutro albo innego dnia, ale dzisiaj wracam, pa. – Lekko się
uśmiecham i zostawiam chłopaka w parku.
Może postąpiłam źle, ale właśnie tak podpowiadało mi serce,
bo nic nie czułam przy tym chłopaku. Może tak będzie lepiej, może w końcu
wszystko się skończy i będę miała mniej zmartwień na głowie.
Wchodzę do domu i od progu zostaję zasypana masą pytań.
- Gdzie Jason, czemu go nie przyprowadziłaś, to taki miły
chłopak. – Matka szczerzy się tuż przed moją twarzą, a ja nie dowierzam własnym
uszom.
- Nigdy go nie lubiłaś, co się zmieniło? – Odwiązuję
sznurówki i z suwam buta ze stopy.
- Oj, wydawało ci się. – Macha ręką.
- Dzwoniłam do babci, mówiła, że nie ma żadnych moich zdjęć
z dzieciństwa. – No i zapada niezręczna cisza. Matka nie wie co powiedzieć,
ojciec wychyla się z pokoju. Powinnam uciekać?
- Po co to zrobiłaś? – Kobieta zaczyna się denerwować, więc
na pomoc przychodzi jej super mąż i ją uspokaja, a ja staję się niewidzialna na
kilka minut.
- Bo chciałam je zobaczyć. – Zdejmuję drugiego buta i już
mam iść na schody, kiedy ojciec łapie mnie za ramię.
- Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?
- Tato, naprawdę tego nie widzisz? Ja tutaj nie pasuję! –
Wyrywam się i biegnę do swojego pokoju, bo moje emocje są u szczytu. Mam ochotę
krzyczeć i płakać jednocześnie.
Słyszę pukanie, więc szybko wycieram mokre policzki, do
pokoju wchodzi Leah, bardzo smutna Leah. Ona nigdy nie jest smutna, więc coś
musiało się stać.
- Lily, słuchaj, ja przepraszam za tę książkę. – Siada koło
mnie na łóżku i patrzy mi w oczy.
Przez większość czasu nie mogę jej ścierpieć, ma w końcu
dopiero 5 lat, ale kiedy widzę ją w takim stanie, nie potrafię jej nie
przytulić.
- Nic nie szkodzi, mała. Naprawdę. – Wycieram malutkie łezki
spływające po jej policzkach. Kiedy na nią patrzę, widzę naszą matkę, jest
identyczna. A ja? Nawet głupiego nosa nie mam po żadnym z rodziców.
Kiedy dziewczyna się uspokaja, opuszcza mój pokój i ponownie
zostaję sama ze swoimi myślami. Muszę coś wymyślić, żeby w końcu powiedzieli mi
prawdę. A może świadectwo urodzenia? Ale skoro nie chcieli mi dać głupich zdjęć
to na pewno nie dadzą mi aktu urodzenia, nie ma mowy. Prędzej mnie spalą, żebym
dała im spokój.
Czemu to wszystko musi być takie trudne, dlaczego nie mogę
dostać głupiej odpowiedzi na pytanie, które zadaję od dłuższego czasu i coraz
częściej pytanie to wydaje mi się retorycznym. Chęć odkrycia prawdy jest
większa z każdym dniem kłamstw i wymówek, które mama wymyśla na poczekaniu,
jakby była w tym mistrzem, a może nim jest? Może okłamuje mnie przez całe
życie, być może od zawsze coś ukrywają.
Mają swój mały sekret, którego strzegą przed całym światem,
przecież jeżeli nikt się nie dowie, nic złego się nie stanie, ale co to mogłoby
być, żeby aż tak bardzo się bali? Pewnie niedługo okaże się, że w ogóle nie
znam ludzi, z którymi żyję od kiedy pamiętam.
Właśnie chcę sięgnąć po książkę, która do tej pory
spoczywała pod moim łóżkiem, kiedy przypominam sobie, że już jej tam nie ma. Co
ja teraz pocznę? Nie mam innej, przemyciłam tylko jedną i ją straciłam. A to
wszystko przez tę małą… Chyba nie powinnam być na nią wściekła, przecież to
tylko dziecko, była ciekawa, to wszystko. A ja jak zawsze poniosłam
konsekwencje swojej głupoty, trzeba było ukryć ją gdzieś głębiej!
Nie mam nic, żadnej książki, muzyki, jestem kompletnie sama
i towarzyszy mi całkowita pustka. Ile ja bym dała za przesłuchanie choć jednej
z moich ulubionych piosenek. Zapomnieć na chwilę o świecie i po prostu leżeć na
łóżku. Dryfować pośród nieskończonych melodii wydobywających się z moich
słuchawek.
Nie mogę znieść tej ciszy panującej w moim pokoju, więc
wychodzę na balkon i siadam pod ścianą zaraz przy drzwiach. Przyglądam się
niebu, które wygląda, jakby ktoś wysypał na nie miliony piegów. Ciemna twarz ze
złocistymi piegami. Nie wiem dlaczego właśnie takie skojarzenie wpadło mi do
głowy, ale muszę przyznać, ze bardzo mi się podoba. Siedzę i zastanawiam się
czy ktoś w tym momencie patrzy w gwiazdy tak jak ja. Widzi ogromny księżyc w
pełni, który na szczęście wszędzie jest taki sam. Co by się nie działo, zawsze
to ta sama satelita co zawsze, może jedynie w niektórych miejscach lepiej go
widać, wydaje się większy, jednak nie zmienia to faktu, że zawsze jest ten sam.
Nawet gdy niebo przysłonią chmury, on nigdy nie opuszcza nieba, zawsze patrzy z
góry na cały świat, zawsze.
Z transu wyrywa mnie ujadanie psa sąsiadów, przeklęty kundel
zawsze zaczyna szczekać w środku nocy, kiedy powinien smacznie spać w swoim
kącie. Lubię psy, ale tego nie mogę zdzierżyć i tyle, raczej nigdy się do niego
nie przekonam. Kiedyś nawet chciał mnie ugryźć w kostkę, bo przechodziłam obok,
co za wstrętne stworzenie.
Zastanawiam się czy Jason też nie może spać? W sumie
dlaczego nadal zaprzątam sobie nim głowę? Mam o wiele ważniejsze sprawy do
obmyślenia niż jego osoba, ale jego zachowanie nie daje mi spokoju. Kiedy aż
tak się zmienił i dlaczego tego nie zauważyłam. Przecież czułam coś do tego
chłopaka, prawda? A może to było tylko zwykłe zauroczenie, może nie potrafię
kochać. Być może nikt mnie tej miłości nie nauczył, nie pokazał jak powinna
wyglądać. Od zawsze pamiętam, że mam być taka jak rodzice chcą, nie mogę robić
nic pod siebie, wszystko pod nich. Jakbym była ich marionetką, dziewczyną, którą
mogą chwalić się przed znajomymi, nic więcej…
********
Cześć, może nie jest zbyt długi, ale mam nadzieję, że was nie zanudzę, początki, jak to początki. No i oczywiście liczę na to, że znajdą się osoby, które będą to czytać i komentować ;) Do zobaczenia, a raczej napisania!