wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 2.



Dni strasznie mi się dłużą, szkoła coraz bardziej mnie przygnębia. Wszyscy ludzie omijają mnie, jakbym była jakimś radioaktywnym wybrykiem natury, a ja tylko czekam na dzień, aż będę mogła im wszystkim utrzeć nosa. 

Po lekcjach idę prosto do Jasona, który coraz bardziej mnie denerwuje, robi się jak moja matka i kontroluje mnie na każdym kroku. 

Zrzucam wstrętną spódnicę w kratkę i naciągam na nogi czarne legginsy. Zakładam czerwono-czarną koszulkę w kartkę, rozpuszczam włosy i siadam na kanapie obok chłopaka. Jak zawsze jest pochłonięty swoim nowym telefonem, może po prostu pójdę do domu? 

- Jason, mam sobie iść? – Patrzę na jego twarz, ale on nie reaguje.  

Zbieram swoje rzeczy z podłogi i opuszczam jego pokój. Pani Morgan próbuje mnie zatrzymać na obiedzie, ale jakoś udaje mi się wywinąć. 

Jestem wściekła na cały świat, czy on to robi specjalnie? Wszystko czego się dotknę nagle się psuje, wszystko! Spoglądam na zegarek i stwierdzam, że rodziców jeszcze nie ma w domu. Szybko biegnę do metra. Wchodzę do puściutkiego i cichego domu, jak nigdy. Zamykam drzwi na klucz, żeby słyszeć, jak mama albo tata wrócą do domu.

Podchodzę do drzwi od sypialni rodziców i bardzo powoli naciskam na klamkę. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu drzwi się otwierają. To tak, jakbym wygrała los na loterii. Podekscytowana wchodzę do pomieszczenia i siadam na dywanie tuż przed komodą. Otwieram pierwszą szufladę, w której znajduję masę rodzinnych fotografii. To jest to.
Oglądam każdą z osobna, bardzo dokładnie. Narodziny mojej siostry, jej pierwsze urodziny i tak każdego roku. W końcu natrafiam na swoje zdjęcia. 

Jestem zaskoczona, bo moje fotografie zaczynają się od czasu, kiedy miałam 3 latka. Jeszcze raz przejrzałam pozostałe, ale nie znalazłam żadnych wcześniejszych zdjęć. Nie wiem co mam o tym myśleć, może są w jakiejś innej szufladzie? Sprawdzam dwie pozostałe, ale nie znajduję żadnych zdjęć. Wkładam wszystko do najwyższej szuflady, ze sobą biorę tylko swoje zdjęcia i kieruję się do swojego pokoju. 

Mam szczęście, bo po kilku minutach słyszę, jak ktoś przekręca klucz w drzwiach. Wchodzę pod kołdrę, zamykam oczy i udaję, że śpię. Mam nadzieję, że jak mama wejdzie do mojego pokoju, nie zacznie mnie budzić z powodu moich rozpuszczonych włosów. 

Dlaczego nie chcą mi nic powiedzieć? Przecież nawet jeżeli prawdą okazałaby się adopcja, nie znienawidziłabym ich. Niepewność mnie wykańcza i wiem, że kiedy dowiem się prawdy, będzie ona naprawdę bolesna. Nie wiem czemu akurat tak mi się wydaje, ale to prawda. Na pewno mnie to zaboli. A potem będzie już tylko gorzej. 

Po piętnastu minutach bezczynnego leżenia, wychodzę z łóżka i przebieram się w ciuchy, których moja matka nie wyrzuci do śmieci. Wiążę włosy w wysoki kucyk i schodzę na dół do kuchni. 

- Cześć mamo. – Uśmiecham się lekko. – Masz może jakieś moje zdjęcia, kiedy miałam roczek? – Siadam przy stole i przyglądam się kobiecie, która zwinnie wyjmuje naczynia ze zmywarki. Zajmuje jej to tylko kilka minut, ja stałabym tam pół godziny i pewnie przy wielkim szczęściu zbiła tylko jeden talerz.
- A do czego ci są te zdjęcia? – Patrzy na mnie podejrzliwie.
- Chciałam je po prostu pooglądać, ponieważ nigdy wcześniej ich nie widziałam. – Wzruszam ramionami, żeby nie widziała, jak bardzo mi na tym zależy, bo wtedy coś wywęszy.
- Chętnie bym ci je pokazała, ale niestety ich nie mam, zniknęły jakiś czas temu, może zostały u babci, nie wiem. – Widzę, że wymyśla tę historię na bieżąco. Nie wiedziałam, że potrafi tak dobrze kłamać.
- Och, rozumiem, no trudno. – Udaję smutną, chociaż nie muszę, bo naprawdę mi na tym zależało. Wracam do pokoju i od razu wybieram numer do babci. 

Dowiaduję się tylko tyle, że mama nigdy nie zostawiła u niej żadnych zdjęć. No to mamy problem, gdzie są te zdjęcia? Skoro robili je mojej młodszej siostrze, mnie też musieli. A może po prostu nie istnieją, albo jeszcze nie byłam ICH córką, kiedy je robiono. 

Nie wiem co o tym myśleć, znowu mam mętlik w głowie, muszę się jakoś odstresować, ale nie mam żadnej przyjaciółki, z którą mogłabym o tym porozmawiać. Do Jasona nie pójdę, nie chcę mu o tym mówić, coś czuję, że nie powinnam. Zaczynam tracić zaufanie do niego, oddala się coraz bardziej, a ja chyba nie chcę go przy sobie trzymać. 

O wilku mowa! Właśnie dostałam od niego sms z pytaniem, czy gdzieś dzisiaj idziemy. Długo się zastanawiam i w końcu postanawiam z nim wyjść. Oczywiście nie zamierzam mu o niczym mówić, ale kto wie, jak będzie za dwie godziny, kiedy nie będę w stanie tego w sobie dusić. 

Chłopak przychodzi do mnie do domu, moja mama jest przeszczęśliwa, kiedy go widzi i wita Jasona długim uściskiem. Co się właściwie dzieje? Przecież nigdy za bardzo za nim nie przepadała. Coraz więcej rzeczy mnie zadziwia, ale nieważne. O tym będę myśleć później. Teraz chcę trochę odpocząć. 

Kiedy jesteśmy poza domem, Morgan łapie mnie za rękę, nie protestuję, chociaż nie ukrywam, że czuję się dziwnie. Tak dawno nie okazywał wobec mnie żadnych uczuć, że po prostu się odzwyczaiłam. Próbuje mnie rozśmieszyć, ale widzę, że robi to na siłę i jest żałosny, a nie śmieszny. Kiedyś bez problemu wybuchałam śmiechem w jego towarzystwie, teraz wszystko się zmieniło.

Całe to spotkanie jest jakieś wymuszone i pretensjonalne. Nie wiem jak się zachować, a przecież to właśnie przy nim czułam się swobodnie. Teraz już tak nie jest, ponieważ i on ma przede mną jakieś tajemnice. Raz zapytałam go skąd bierze tyle pieniędzy, powiedział, że to nie moja sprawa i nie powinnam się tym interesować. Odpuściłam sobie, mogę żyć bez niego…

Siedzimy na ławce w parku, Jason obejmuje mnie ramieniem. Nie wiem, czy chciał ze mną o czymś porozmawiać, czy po prostu tutaj posiedzieć, ponieważ w ogóle się do mnie nie odzywa. A pamiętam czasy, kiedy buzie nam się nie zamykały i co chwile wchodziliśmy sobie w zdanie. 

Ludzie się zmieniają. 

- Słuchaj Jason, ja już pójdę. – Wymykam się z jego objęcia i wstaję z ławki.
- Dlaczego? – Patrzy na mnie zaskoczony.
- Jak to dlaczego? Nawet ze sobą nie rozmawiamy. – Wznoszę brwi ku górze.
- A czy zawsze musimy ze sobą rozmawiać? Czy obecność nie wystarczy? – Podchodzi do mnie i łapie za obie dłonie. Od kiedy Jason jest typem romantyka? – Posiedź jeszcze ze mną.
- Nie, Jason, idę do domu. Muszę coś jeszcze załatwić. Możemy spotkać się jutro albo innego dnia, ale dzisiaj wracam, pa. – Lekko się uśmiecham i zostawiam chłopaka w parku.
Może postąpiłam źle, ale właśnie tak podpowiadało mi serce, bo nic nie czułam przy tym chłopaku. Może tak będzie lepiej, może w końcu wszystko się skończy i będę miała mniej zmartwień na głowie. 

Wchodzę do domu i od progu zostaję zasypana masą pytań.

- Gdzie Jason, czemu go nie przyprowadziłaś, to taki miły chłopak. – Matka szczerzy się tuż przed moją twarzą, a ja nie dowierzam własnym uszom.
- Nigdy go nie lubiłaś, co się zmieniło? – Odwiązuję sznurówki i z suwam buta ze stopy.
- Oj, wydawało ci się. – Macha ręką.
- Dzwoniłam do babci, mówiła, że nie ma żadnych moich zdjęć z dzieciństwa. – No i zapada niezręczna cisza. Matka nie wie co powiedzieć, ojciec wychyla się z pokoju. Powinnam uciekać?
- Po co to zrobiłaś? – Kobieta zaczyna się denerwować, więc na pomoc przychodzi jej super mąż i ją uspokaja, a ja staję się niewidzialna na kilka minut.
- Bo chciałam je zobaczyć. – Zdejmuję drugiego buta i już mam iść na schody, kiedy ojciec łapie mnie za ramię.
- Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?
- Tato, naprawdę tego nie widzisz? Ja tutaj nie pasuję! – Wyrywam się i biegnę do swojego pokoju, bo moje emocje są u szczytu. Mam ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie. 

Słyszę pukanie, więc szybko wycieram mokre policzki, do pokoju wchodzi Leah, bardzo smutna Leah. Ona nigdy nie jest smutna, więc coś musiało się stać. 

- Lily, słuchaj, ja przepraszam za tę książkę. – Siada koło mnie na łóżku i patrzy mi w oczy.
Przez większość czasu nie mogę jej ścierpieć, ma w końcu dopiero 5 lat, ale kiedy widzę ją w takim stanie, nie potrafię jej nie przytulić.
- Nic nie szkodzi, mała. Naprawdę. – Wycieram malutkie łezki spływające po jej policzkach. Kiedy na nią patrzę, widzę naszą matkę, jest identyczna. A ja? Nawet głupiego nosa nie mam po żadnym z rodziców. 

Kiedy dziewczyna się uspokaja, opuszcza mój pokój i ponownie zostaję sama ze swoimi myślami. Muszę coś wymyślić, żeby w końcu powiedzieli mi prawdę. A może świadectwo urodzenia? Ale skoro nie chcieli mi dać głupich zdjęć to na pewno nie dadzą mi aktu urodzenia, nie ma mowy. Prędzej mnie spalą, żebym dała im spokój. 

Czemu to wszystko musi być takie trudne, dlaczego nie mogę dostać głupiej odpowiedzi na pytanie, które zadaję od dłuższego czasu i coraz częściej pytanie to wydaje mi się retorycznym. Chęć odkrycia prawdy jest większa z każdym dniem kłamstw i wymówek, które mama wymyśla na poczekaniu, jakby była w tym mistrzem, a może nim jest? Może okłamuje mnie przez całe życie, być może od zawsze coś ukrywają. 

Mają swój mały sekret, którego strzegą przed całym światem, przecież jeżeli nikt się nie dowie, nic złego się nie stanie, ale co to mogłoby być, żeby aż tak bardzo się bali? Pewnie niedługo okaże się, że w ogóle nie znam ludzi, z którymi żyję od kiedy pamiętam. 

Właśnie chcę sięgnąć po książkę, która do tej pory spoczywała pod moim łóżkiem, kiedy przypominam sobie, że już jej tam nie ma. Co ja teraz pocznę? Nie mam innej, przemyciłam tylko jedną i ją straciłam. A to wszystko przez tę małą… Chyba nie powinnam być na nią wściekła, przecież to tylko dziecko, była ciekawa, to wszystko. A ja jak zawsze poniosłam konsekwencje swojej głupoty, trzeba było ukryć ją gdzieś głębiej!

Nie mam nic, żadnej książki, muzyki, jestem kompletnie sama i towarzyszy mi całkowita pustka. Ile ja bym dała za przesłuchanie choć jednej z moich ulubionych piosenek. Zapomnieć na chwilę o świecie i po prostu leżeć na łóżku. Dryfować pośród nieskończonych melodii wydobywających się z moich słuchawek. 

Nie mogę znieść tej ciszy panującej w moim pokoju, więc wychodzę na balkon i siadam pod ścianą zaraz przy drzwiach. Przyglądam się niebu, które wygląda, jakby ktoś wysypał na nie miliony piegów. Ciemna twarz ze złocistymi piegami. Nie wiem dlaczego właśnie takie skojarzenie wpadło mi do głowy, ale muszę przyznać, ze bardzo mi się podoba. Siedzę i zastanawiam się czy ktoś w tym momencie patrzy w gwiazdy tak jak ja. Widzi ogromny księżyc w pełni, który na szczęście wszędzie jest taki sam. Co by się nie działo, zawsze to ta sama satelita co zawsze, może jedynie w niektórych miejscach lepiej go widać, wydaje się większy, jednak nie zmienia to faktu, że zawsze jest ten sam. Nawet gdy niebo przysłonią chmury, on nigdy nie opuszcza nieba, zawsze patrzy z góry na cały świat, zawsze. 

Z transu wyrywa mnie ujadanie psa sąsiadów, przeklęty kundel zawsze zaczyna szczekać w środku nocy, kiedy powinien smacznie spać w swoim kącie. Lubię psy, ale tego nie mogę zdzierżyć i tyle, raczej nigdy się do niego nie przekonam. Kiedyś nawet chciał mnie ugryźć w kostkę, bo przechodziłam obok, co za wstrętne stworzenie. 

Zastanawiam się czy Jason też nie może spać? W sumie dlaczego nadal zaprzątam sobie nim głowę? Mam o wiele ważniejsze sprawy do obmyślenia niż jego osoba, ale jego zachowanie nie daje mi spokoju. Kiedy aż tak się zmienił i dlaczego tego nie zauważyłam. Przecież czułam coś do tego chłopaka, prawda? A może to było tylko zwykłe zauroczenie, może nie potrafię kochać. Być może nikt mnie tej miłości nie nauczył, nie pokazał jak powinna wyglądać. Od zawsze pamiętam, że mam być taka jak rodzice chcą, nie mogę robić nic pod siebie, wszystko pod nich. Jakbym była ich marionetką, dziewczyną, którą mogą chwalić się przed znajomymi, nic więcej… 


********
Cześć, może nie jest zbyt długi, ale mam nadzieję, że was nie zanudzę, początki, jak to początki. No i oczywiście liczę na to, że znajdą się osoby, które będą to czytać i komentować ;) Do zobaczenia, a raczej napisania!